
Publikujemy świadectwo Pani Ewy Derlak, która podzieliła się swoim doświadczeniem pobytu Siostry, Elżbiety, w Hospicjum Dobrego Samarytanina w Lublinie. To osobista opowieść o tym, jak zmienia się spojrzenie na hospicjum, gdy przestaje być ono wyobrażeniem, a staje się miejscem pełnym troski, obecności i miłości.
Dziękujemy za zgodę na publikację tych słów.

„Hospicjum”…
Gdy słyszymy to słowo po raz pierwszy, jego konotacja wydaje się być jednoznaczna i budzi w nas naturalny i ludzki lęk. Bo pierwsze myśli, jakie nam się nasuwają to śmierć, nieodwracalność, izolacja, cierpienie.
I bez znaczenia jest tu nasza wiedza teoretyczna, pięknie definiująca tę wspierającą chorych i ich rodziny instytucję.
Czytamy w leksykonie, że słowo „hospicjum” pochodzi od łacińskiego terminu hospitium (gościnność, schronienie), który wywodzi się od słowa hospes – oznaczającego zarówno „gościa”, jak i „gospodarza”.
No właśnie. Czytamy. Ale bez zrozumienia. Bo zamiast widzieć „schronienie”, wyobrażamy sobie „umieralnię”.
I z takim przekonaniem towarzyszymy naszym Bliskim z chorobą terminalną, przekraczając pierwszy raz progi tej smutnej – jak nam się wydaje – instytucji.
Potrzeba nam czasu, otwarcia serc i oczu, potrzeba doświadczenia tego miejsca, by – jak biblijny Tomasz – „dotknąć” całej prawdy.
Moja Siostra, Elżbieta, miała szczęście.
Najpierw spotkała lekarzy, którzy uratowali jej życie na oddziale pulmonologii w Lublinie (Szpital przy ul. Hempla) i otoczyli troską, potem – za ich staraniem – mogła jeszcze doświadczyć wielu naprawdę pięknych dni w hospicyjnej Rodzinie.
Tu właśnie spotkała Ludzi, profesjonalistów, i ich pełnej empatii Obecności. Tu mogła liczyć na wysłuchanie wszystkiego, co boli i na ulgę w każdym cierpieniu: fizycznym, psychicznym i emocjonalnym.
Pomoc w hospicjum to nie tylko farmakologia. To dbanie o wszystkie potrzeby pacjenta. O wsparcie duchowe, obejmujące Sakramenty i modlitwę, tak umacniające ludzi wiary, ale też pomoc psychologa, dla wszystkich – wierzących, wątpiących, poszukujących i dla ich rodzin. To ćwiczenia poprawiające kondycję mięśni chorych, prowadzone przez profesjonalnych fizjoterapeutów, co usprawnia leżących pacjentów, poprawiając tez ich kondycję psychiczną i sensoryczną. Masaż bowiem jest nie tylko treningiem fizycznym, ale też czułym dotykiem poprawiającym krążenie i kojarzącym się z delikatną dłonią Mamy, która była najlepszym lekarstwem na wszelkie dziecięce bóle i zranienia w dzieciństwie każdego z nas.
Pomoc niesiona w hospicjum to dbałość o pacjenta – jego higienę, wygodę, estetykę miejsca, w którym przebywa. To troska nawet o to, żeby nie przegapić ulubionego serialu chorego, by zorganizować mu (jej) podręczną skrzyneczkę na okulary, krzyżówki i długopis lub przymknąć oko na zachcianki kogoś, kto jest diabetykiem i raz na jakiś czas pozwolić mu cieszyć się smakami z dzieciństwa, które potem trzeba regulować dodatkową porcją insuliny.
Czas, uwaga, współodczuwanie, szybkie reagowanie, cierpliwość – to tylko niektóre z wielu cech charakteryzujących personel Hospicjum Dobrego Samarytanina w Lublinie.
Oprócz zatrudnionego w Hospicjum personelu, na każdym miejscu można spotkać też wolontariuszy. Młodsi, starsi, w średnim wieku, starają się być obecni tam, gdzie najbardziej mogą się przydać. Przy pacjencie – służąc dobrym słowem, pomagając w różnych czynnościach, które z racji choroby stają się trudne, czytając ulubione wersy, trzymając za rękę. W pracach porządkowych, naprawach, zadaniach, które mogą być usprawnione przy pomocy dodatkowej pary rąk.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że domowe posiłki w hospicjum gotowane są na miejscu i podawane w estetycznej formie, czasem rozdrobnionej ze względu na trudności z przełykaniem u pacjenta. Zapach smażonych naleśników czy duszonego mięsa to też bodziec, który przypomina dom i bycie członkiem rodziny.
Tak – Hospicjum jest nie tylko z etymologii schronieniem, gdzie pacjent może być jednocześnie Gościem i Gospodarzem. Bo jest tu najważniejszy, w centrum uwagi i troski, otulony czulą uważnością.
Moja Siostra, Elżbieta, zmarła dzisiaj w nocy.
Śmierć jest nierozerwalną częścią naszego istnienia. Można udawać, że nas nie dotyczy, przytrafia się innym albo że jej nie ma. Można próbować od niej uciekać, marnując życie na bezsensowne zmagania się z własnymi lękami. Można też, wiedząc że jest niedaleko, wyjść jej naprzeciw. W towarzystwie ludzi, którzy będą nam w tym spotkaniu towarzyszyć, będąc z nami, spełniając nasze potrzeby i życzenia, póki cieszymy się jeszcze życiem, redukując strach i cierpienie, poprawiając oddech, gdy przyjdzie czas pożegnania, czuwając i dbając do samego końca drogi.
Moja Siostra miała szczęście. Wyruszyła do Lepszego Świata otulona miłością, modlitwą i troską. Dziękujemy wszystkim, którzy choćby przez chwilę towarzyszyli jej swoją Obecnością.
Ewa Derlak z Rodziną